między walnięciami drzwi u sąsiadów, a pustką w głowię,
siedzę na kanapie, tak tej, na której 6 miesięcy karmiłam syna,
martwi mnie ta pustka, potrzebuję muzyki może snu też, oddechu,
przestrzeni, tak codzienność potrafi dusić, zapychać,
a może to dramat przeziębionej, stawić czoło rzeczywistości
z siedmio miesięcznym na pokładzie
być silną, słowa odbijają się echem w tej pustce, w mej głowie, a potem pomyślę znowu
że te chwilę miną i znowu zaświeci słońce, one zawsze mijają
słońce, które chwytane małymi rączkami, zawieszone na mojej szyi
udaje mu się, jest sprawny
silny i bystry, jest mój, nasz
lecz my daleko, sielsko anielsko przygniecione codziennością,
czekanie, ale na co?
może tu chodzi o przeczekanie.
tak przeczekać, żeby nie uciekać
uciekać nie ma po co, czy już za późno?
za dużo połączeń i podłączeń
a my w sieci tego, życia.
No comments:
Post a Comment